niedziela, 20 marca 2011

"Szkice wenglem"

Dawno, dawno temu, gdy byłam jeszcze dość niezaawansowana wiekowo marzyłam o tym, by zostać Wielką Artystką. Najlepiej malarką, śpiewaczką albo aktorką teatralną. Początki miałam całkiem niezłe - gryzmoliłam różne bohomazy, koślawe koniki, dziwaczne pejzaże i abstrakcje wprost z mojej buntującej się duszy. Śpiewałam w szkolnym zespole i miałam swój własny solowy utwór, a z programem artystycznym jeździliśmy na różne przeglądy i konkursy dla dzieci. No i żadne szkolne przedstawienie nie mogło się beze mnie obejść, choćbym miała grać jedynie osiołka w ostatnim rzędzie. Ot, ciągnęło dzieciaka do sztuki :)
Życie jednak ma brzydki zwyczaj sprowadzania człowieka na ziemię i czyni to równie subtelnie, co rewolucja październikowa. U mnie w tej roli objawił się Rodzic, który ponuro stwierdził, że człowiek powinien mieć zawód, zaś malowanie turystów na rynku nie przełoży się na pełne garnki. I tak, miast szlifować talenta i oddawać się sztuce, potulnie wyuczyłam się ZAWODU. I to nie jednego, a nawet dwóch. I choć duszę wciąż ciągnie do sztuki, to cała reszta już jednak nie ta, bo za długo odłogiem leżała. Czasem jednak zdarza mi się popełnić jakiś bohomaz, z reguły na czyjeś wyraźne żądanie, bo tak sama z siebie to się wstydzę :)
Rezultatem owego wyduszania są trzy poniżej zamieszczone obrazki, które miały przedstawiać wilki. Pierwszy wyszedł mi jakiś smutny i wystraszony:

Drugi bardziej przypomina psa niż wilka:

A trzeci wygląda jak jakiś kudłaty łobuz:

Mimo "drewnianej ręki" i wyraźnego pójścia na łatwiznę, obrazki się przyjęły i dumnie zawisły na ścianie. A ja czuję się trochę jak Pulpa z książek Musierowicz i ciśnie mi się na usta mój ulubiony cytat:
"Kochana mam katar a Nótria w nocy hrapie i znuw zgóbiłam nowy długopis a tata powiedział rze mam robić szkice wenglem Skont wziońć wengiel Ja chce do domu Pulpa".

Nie, nie chcę do domu. Chciałabym mieć tyle lat co Pulpa, mieć pod ręką wspomniany "wengiel" i robić nim całą masę różnych szkiców :) I chciałabym robić to tak doskonale jak Rebecca Latham, niesamowita i ogromnie utalentowana rysowniczka. Tutaj niewielka część jej prac. Ech, móc TAK malować!

7 komentarzy:

  1. A ja tam nikomu nie oddam tego tryptyku :P Vilcze serce rośnie na widok zębatych krewnych i chociaż obiecałem, że nie będę wymuszał produkcji kolejnych, to może kiedyś po cichu, subtelnie napomknę o pięknych okolicznościach futrzastej, zimowej przyrody. Dziękuję, że mogę je oglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ostatni kudłaty łobuz jest świetny !

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też łobuz najbardziej urzekł. Wygląda jak zadowolony z siebie wilk morski odpoczywający nad kufelkiem wybornego miodu ;)
    A Pulpa przywołuje wspomnienia ;) Pamiętam, że jako nastolatka miałaś całą teczkę różnych rysunków, starannie opatrzonych tytułami. Niektóre do tej pory pamiętam, były tam m.in. "Prawie noc" i "Pazury Smoka" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę, pamiętasz "Pazury smoka"? Myślałam, że bardziej utkwi Ci w pamięci kolorowa papuga ;) Trochę Ci zazdroszczę, że gdzieś tam skrzętnie chowasz "Wielką Księgę Kadelaise", ja swoich bazgrołów z takim pietyzmem nie przechowywałam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne.
    Pokazałam mężowi - tez mu się bardzo podoba. Ale Ty zdolna jesteś.:)
    Mnie urzekł, zaintrygował ten środkowy. Może dlatego, że dość trudno mi odgadnąć jego uczucia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo Wam dziękuję :) Nie czuję się zbyt pewnie "w ołówku", zresztą w niczym się nie czuję komfortowo, jeśli chodzi o rysunki. Ale może jeszcze kiedyś się skuszę, bo takie pozytywne reakcje to naprawdę fantastyczna zachęta :)

    OdpowiedzUsuń