sobota, 31 maja 2014

Urodzinowo i rocznicowo - na bordowo :)

Co jak co, ale kompletnie się nie spodziewałam, że w ostatnie dni maja dane mi będzie siedzieć przy kompie i pisać kolejny post. Miałam być raczej uziemiona, pocięta i obandażowana, ale los tak dziwnie się plecie, że mój aktualny status to "żyję na walizce". Wykradając zatem kalendarzowi kolejną chwilkę wrzucam zdjęcia kilku zaległych prac. Temat przewodni całości - kolor bordowy w trzech odsłonach :)

Co my tu zatem mamy? Na okrągłe urodziny dla babci kwiatową kartkę z pudełkiem do kompletu.


Użyłam własnoręcznie robionych bordowych kwiatuszków oraz złotych mikrokulek...


 ...a moje ulubione cyferki ze Scrapińca potraktowałam tuszem i Glossy Accents.


Kolejna kartka jest prawie identyczna, ale powstała na inną okazję - 45 rocznicę ślubu.


Kwiatuszkom towarzyszy tym razem nowy nabytek - piękny wykrojnik z Cottage Cutz, którego ostatnio bardzo często używam. 


Pudełko tym razem wyszło bardziej przestrzenne. I dobrze, poprzednie zrobiłam niestety zbyt płaskie.


Z tej samej okazji powstała także taka oto ślubno-rocznicowa bombka. Cóż, nie jest to wielkie dzieło sztuki i przyznam, że kompletnie nie miałam na nią pomysłu, skoro jednak powstała, to niech ma swoje 3 minuty (to znaczy zdjęcia). 


Ptaszki początkowo były w całości kremowe. Dorobiłam im personalne dodatki, żeby było wiadomo, kto jest kim, posadziłam je na kawałeczku drewna i umieściłam pod "miłosną bramą".


Ptaszki umościły się w sizalowym "gniazdku" od spodu ozdobionym białymi piórkami. Piórka nie są zbyt widoczne, ale są, gwarantuję.


Generalnie idea zrobienia tego typu bombki była dość trudna do ogarnięcia, zdecydowanie wolę bardziej krajobrazowe klimaty. Tam przynajmniej jeśli coś idzie nie tak, można napaćkać śniegu albo posypać trawką. Tutaj nie było czym sypać i paćkać, więc wyszło jak wyszło :)

I to chyba tyle na dziś. Dziękuję za odwiedziny i życzę miłego wieczoru!

wtorek, 20 maja 2014

Kartka na perłowe gody

Dzisiaj prosta kartka, trochę z gatunku "na za pięć szósta", czyli robiona w brawurowym, jak na mnie, tempie. Ale ulubionej Klientce się nie odmawia i choć jest się zawalonym robotą, to dodatkowe pudełeczko zrobić i wypada, i wręcz trzeba :)

Kartka jest z okazji 30-lecia ślubu, a że w nazewnictwie rocznicowym są to perłowe gody, to mały akcent w postaci sznurków perełek znalazł się i na kartce, i na pudełku.


Kartka jest różowo-szara (to jedno z moich ulubionych ostatnio połączeń kolorystycznych), z dodatkiem kwiatuszków i ramką z masy plastycznej. 



Na pudełeczku użyłam czyjegoś digi stempla... ale czyjego - niestety nie pamiętam, niech mi Autor wybaczy sklerozę i następnym razem podpisze swój stempelek, wtedy na pewno nie zapomnę go wymienić :)


I to chyba tyle na dzisiaj :) Wpadłam w taki wir tworzenia, że ciągle dłubię coś nowego, a czasu na bloga nie wystarcza. Wkrótce jednak będzie inaczej - dostanę szlaban na rękodzieło, ale może nadrobię wówczas blogowe zaległości. Na razie życzę miłego wieczoru, pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądaczy i dziękuję moim nowym obserwatorom za to, że są :)

niedziela, 4 maja 2014

Piernikowy album warsztatowy ;)

Udało mi się dzisiaj dokończyć albumik, który tydzień temu robiłyśmy na warsztatach u Dorotki, czym prędzej więc wrzucam zdjęcia. Czemu w tytule jest piernik? Bo album jest niesamowicie apetyczny i smakowity, kojarzy mi się równocześnie z piernikiem i czekoladą :) Myślę, że jest to głównie zasługa przepięknej kaszerowanej bazy albumowej, w których celuje Dorotka. Dopełnieniem jest nowa kolekcja Studia75 "Wyjątkowe chwile" - idealnie wpasowująca się w tematykę ślubów, chrztów i komunii. Reszta to moja radosna twórczość, w dużej mierze podglądnięta i zaczerpnięta od Doroty. Uwaga: dużo zdjęć!



Album składa się z sześciu grubych kart w pięknym brązowym kolorze. Poniżej całe wnętrze czekające na zapełnienie zdjęciami.






Kilka zbliżeń na detale:






I tylna okładka z ćwiekiem i sznureczkiem, które ostatnio bardzo polubiłam. 


Nawet nie sądziłam, że złapię albumowego bakcyla. Tymczasem on mocno się mnie uczepił i nie chce puścić :) Już rozglądam się za kolejną bazą i planuję zrobienie następnego albumu zwłaszcza, że bindownica kurzy mi się na półce i chciałaby też coś popracować :)

sobota, 3 maja 2014

Zaległe jajka wielkanocne z zajączkami

Dwa tygodnie po czasie, ale lepiej późno niż wcale :) Przegrzebałam się przez zdjęcia, które zrobiłam moim wielkanocnym zającom i wreszcie mogę oficjalnie zaprezentować je światu. Oto moje tegoroczne jajka dekorowane od środka z mocno "leśnym" wypełnieniem:


Ale od początku - gdy tylko zobaczyłam te zajączki, od razu wiedziałam, że zamieszkają w moich jajkach, chociaż prawdę powiedziawszy z początku prezentowały się dość smutno.


Pierwszą rzeczą było nadanie im odpowiedniej faktury, by nie były takie gładziutkie, ale wyglądały na bardziej puszyste i można je było pocieniować. Fakturę zajączkom nadałam gęstą pastą strukturalną. Potem pozostało się tylko uśmiechnąć do mojego utalentowanego mężczyzny o pomalowanie kicaczków :)


Spod pędzla Vilka wyszła cała gromadka zajączków, każdy z innym kolorem futerka. Sama próbowałam pomalować jednego, ale powstał z tego jakiś smutny brudas, tak więc to chyba nie dla mnie :) Na koniec kapnęłam każdemu futrzakowi odrobinkę Glosssy Accents, by miały bardziej naturalne i szkliste oczka.


Kolejnym krokiem było przygotowanie zajączkom ich nowych domków. Każda para otrzymała swój kawałeczek lasu, by było im wygodnie i zielono. Styropianowe połówki pomalowałam kilka razy farbą akrylową, by nie rzucały się zbytnio w oczy. Do dekoracji użyłam mieszanki przeróżnego zielonego śmiecia, począwszy od roślinek sztucznych - plastikowych i papierowych, przez posypki i chrobotki, a na fusach z herbaty skończywszy :) Jak dobrze mieć w domu modelarza z prawdziwego zdarzenia - nie tylko rozumie twórcze szaleństwo, ale jeszcze podsuwa gotowe materiały do pracy :*


Poniżej zbliżenia na gotowe dekoracje zanim wsadziłam je do jajek. Na takich "gołych" lepiej widać wszystkie szczegóły.




A tak prezentują się już gotowe jajka - owstążkowane i umieszczone na podstawkach. Niestety aparat oszalał od takiej ilości czerwieni i groszków, więc kolory są troszkę przekłamane.



Zrobiłam jedynie trzy jajka, ale nie o ilość tu chodzi, a o dobrą zabawę. Wyszły bardzo wiosenne, kolorowe i autentycznie mi się podobają :) W przyszłym roku też im nie odpuszczę, a co :)