wtorek, 13 grudnia 2011

Bombka przestrzenna z domkiem - sezon drugi, otwarcie

Kultywując chlubne tradycje z zeszłego roku, kiedy to jak opętana tworzyłam mikroskopijne światki, niniejszym otwieram drugi sezon :) Pomysłów i inspiracji mam jeszcze więcej niż w roku ubiegłym, pytanie tylko, czy wyrobię się ze wszystkim w czasie. Ha, pożyjemy, zobaczymy :)

No to pierwsze koty za płoty - na początek grzeczne, układne bombki w dużych rozmiarach, z mnóstwem sztucznej i nie tylko roślinności oraz makietami od Sylwii Serwin.

Bombka 16 cm, pojedynczy zamek, chabazie i tradycyjny bałwanek, bez którego nijak nie mogę się obejść. Zdjęcie poglądowe przed zamknięciem kuli:

I zbliżenie na drugą stronę, gdzie na brzegu zamarzniętego jeziora wyrósł jakiś tajemniczy kwiat:

Gotowa bombka prezentuje się następująco:

A tak z drugiej strony:

Kolejna praca, bombka 18 cm, podwójna makieta zamku, wysypana piaskiem ścieżka i kto? No oczywiście, bałwan :) Zdjęcie "gołego" wnętrza:

Zbliżenie:

I cały zimowy krajobraz już za szybką:

A tu widok na ścieżkę i powykręcane drzewka:


Produkcja takich bombek to niesamowita frajda. Pod warunkiem oczywiście, że przymknie się oczy na latający wszędzie styropian, tony śmieci, brokat w cukierniczce, zarwaną noc i lekko poirytowaną drugą połowę :) Jakby na to nie patrzeć - warto! W następnej notce dwie kolejne prace, muszę tylko przekopać się przez ogrom zdjęć i coś wybrać. A w przyszłym tygodniu zapewne kolejne projekty, które już tłuką mi się po głowie :)

niedziela, 11 grudnia 2011

Kwiatowa kartka

Zdecydowałam się wziąć udział w niespodziance, którą na swoim blogu zorganizowała Megliken. Nie mam w takich akcjach zbyt wielkiego doświadczenia, ale postanowiłam nie szukać wymówek, posłać lenistwo do kąta i coś stworzyć. I tak powstała prosta kwiatowa karteczka. A ponieważ kwiatki są przestrzenne, więc chcąc nie chcąc musiałam dorobić kartce pudełeczko. Całość prezentuje się następująco:

Na kartce użyłam stempelka pożyczonego od Kasi (dziękuję!). Do tego tekturowa rameczka i zawijaski, parę kwiatków i gotowe. Nawet nie wiedziałam, że to takie proste, jak ma się pod ręką gotowe materiały :)

Mam nadzieję, że kartka spodobała się adresatce. Ciężko trafić w gust zupełnie nieznajomej osoby, ale trzymam kciuki, żeby choć trochę się udało. Swoją drogą to fajna zabawa, może wezmę udział w jakiejś kolejnej? :)

piątek, 2 grudnia 2011

Jak podarować narzędzia?

Czasem zdarza się tak, że mężczyzna zażyczy sobie prezentu w postaci młotka, gwoździ, kombinerek i śrubokręta, bo jest "na dorobku" i rzeczy owe potrzebne mu są do bieżących domowych napraw. Wszystko fajnie, jak chce to niech ma, ale jak podarować coś takiego? Wyjścia są dwa: albo przewiązać młotek wstążką, albo zainwestować w profesjonalne pudło narzędziowe. Pierwsza opcja jest dość banalna, druga - niestety kosztowna. Postawiona przed takim wyborem wymyśliłam zatem wyjście trzecie i postanowiłam własnoręcznie zrobić skrzynkę narzędziową.

W tym celu udałam się do Chomika, gdzie wycyganiłam spore tekturowe pudło z pokrywą. Potem napadł mnie pewien pomysł, wybrałam się zatem do zaprzyjaźnionego pana zegarmistrza i poprosiłam grzecznie o jakieś spady z naprawy zegarów - trybiki, śrubki, cokolwiek. I tu pojawił się problem, albowiem pan zegarmistrz odmówił współpracy i nie chciał dać mi niczego, choćby było niepotrzebne i zepsute. Nasłuchałam się też, że części te są szalenie niebezpieczne i absolutnie niedopuszczalnym jest, by zajmowała się nimi niewprawna osoba (to pewnie było o mnie). Na całe szczęście rozmowie przysłuchiwał się pan z sąsiedniego punktu ksero, który ulitował się nade mną i podarował mi stary, zepsuty budzik. Pan zegarmistrz tylko łypał pożądliwie spod oka, oczywiście nie na mnie, ale na ów wiekowy czasomierz i coś czuję, że w tym momencie przestał być zaprzyjaźniony. Trudno. W każdym razie dopięłam swego i po wybebeszeniu całego mechanizmu stałam się szczęśliwą posiadaczką różnego rodzaju żelastwa.

Wspomniane wcześniej pudło okleiłam papierami ViviGade oraz brązową wstążką, dołożyłam spersonalizowaną etykietkę i parę dodatków, a na koniec całość udekorowałam wnętrznościami budzika, które dla pewności przyszyłam szarą nitką. I tak powstała narzędziownia:




Może i nie wyszło mi jakieś super arcydzieło, ale z pewnością lepsze takie opakowanie na narzędzia niż żadne. Obdarowanemu się chyba spodobało, żonie na pewno, a mnie nie było głupio wręczać taki nietypowy prezent. Tylko zdjęcia ciemne mi wyszły, bo przy sztucznym świetle były robione.

Na marginesie - dowiedziałam się, że nie ma czegoś takiego jak śrubokręty. Tak przynajmniej mówią sklepowe etykietki. Całe życie byłam przekonana, że śrubokręty istnieją, kurczę, nawet ich używałam! Teraz nagle okazało się, że nie ma czegoś takiego, a kupić można jedynie wkrętaki. Straszne :P