niedziela, 27 lutego 2011

Samosa - pyszne indyjskie pierożki

Samosy są w Indiach najpopularniejszą przekąską. I nie ma się czemu dziwić - smakują fantastycznie zarówno na gorąco, gdy parujące z rozerwanego ciasta aromatyczne nadzienie drażni kubki smakowe i parzy jęzor, ale i są doskonałe na zimno, np. następnego dnia. Chrupiące trójkątne rożki nadziewa się czym dusza zapragnie - w wersji bengalskiej np. farsz robi się z jagnięciny, pomidorów i zielonego groszku. Najlepsze jednak, moim zdaniem, jest klasyczne wegetariańskie nadzienie, które bez problemów można przygotować z łatwo dostępnych składników. Zacznijmy jednak od początku, czyli od ciasta.

Składniki na ciasto:
  • 450 g mąki (luksusowa lub zwykła)
  • 1 łyżeczka soli
  • 4 łyżki oleju roślinnego
  • szklanka ciepłej wody
Mąkę przesiać do miski, dodać sól oraz olej. Tu dygresja: właściwie powinno się używać ghee, czyli klarowanego masła, ale jestem zbyt leniwa, by samemu klarować, a kupne jest drogie i nie mam do niego zaufania. Spokojnie można ghee zastąpić olejem bez szkody dla ciasta :)
Mąkę z solą i olejem rozcierać w palcach i ugniatać, aż "ciasto" zacznie przypominać bułkę tartą. Powoli wlać ciepłą wodę i zagnieść wszystkie składniki. Przełożyć na oprószony mąką blat i ugniatać 5 minut, aż ciasto będzie elastyczne i gładkie. Zawinąć w woreczek i odstawić.

Pora przygotować nadzienie. Stworzymy go ze składników widocznych na zdjęciu poniżej:

Składniki na nadzienie:
  • 0,5 kg ziemniaków
  • 100-150 g mrożonego zielonego groszku
  • 1 nieduża cebula
  • ok. 4 cm kawałek świeżego imbiru
  • 1-2 papryczki chili
  • 2 łyżki posiekanych liści kolendry lub 1 łyżka pasty z kolendry
  • 2 łyżeczki kminu rzymskiego (kuminu)
  • 1 łyżeczka kolendry
  • 0,5 łyżeczki mielonej kurkumy
  • 0,5 łyżeczki garam masala
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki oleju
  • jak już jesteśmy przy oleju - będzie nam też potrzebny do smażenia samosów
Ziemniaki obrać, pokroić w dość sporą kostkę, gotować we wrzątku ok. 10 minut, osączyć i przełożyć do miski. Groszek krótko obgotować, by był lekko twardawy, przepłukać zimną wodą, dodać do ziemniaków. Na małej suchej patelni podprażyć na niedużym ogniu nasiona kminu rzymskiego i kolendrę. Gdy mieszanka zacznie pachnieć, zdjąć z gazu i roztłuc w moździerzu.
Cebulę drobno posiekać, imbir obrać i również posiekać lub zetrzeć na tarce na małych łezkach. Ja z reguły używam tarki, ale wówczas imbir rozwarstwia się na takie drobne "włoski". Żeby temu zapobiec można pokroić imbir nożem na malutkie kawałki. Papryczkę chili przekroić wzdłuż, usunąć nasiona i drobno pokroić. W oryginalnym przepisie papryczki są zielone i występują w ilości 3 sztuk. Dla mnie to trochę za dużo, poza tym zielone ciężej dostać. Z reguły używam czerwonych i spokojnie wystarcza jedna, góra dwie.
Cebulę zezłocić na oleju. Dodać przyprawy - kmin rzymski, kolendrę, kurkumę i garam masala, chwilę smażyć razem. Dodać posiekany imbir i chili, krótko przesmażyć. Wrzucić na patelnię część ziemniaków, mieszać przez minutę, by dokładnie zebrały całą mieszankę przypraw z patelni i przełożyć z powrotem do miski. Dodać posiekaną kolendrę lub łyżkę pasty, wlać sok z cytryny, doprawić solą, wymieszać. Nadzienie powinno być lekko słone, z wyraźnym, dominującym smakiem przypraw, odrobinę pikantne, z lekko wyczuwalną kwaskową nutą. To bardzo ważne, bo same ziemniaki z groszkiem smakują raczej mdło i nieciekawie. Trzeba więc odpowiednio doprawić nadzienie, bo od niego zależy smak całej potrawy. Ja z reguły na tym etapie dosypuję jeszcze odrobinę kurkumy i garam masali.
Gotowy farsz powinien wyglądać mniej więcej tak:


Pora przygotować pierożki.
Oczywiście można je wykonać tradycyjnym sposobem z wycinaniem szklanką i składaniem na pół, ale to takie mało indyjskie :) Najlepiej wykonać je w sposób tradycyjny. Ponieważ trochę ciężko wytłumaczyć to "na sucho" prezentuję poniżej instrukcję obrazkową. Na zdjęciach widać więc moje łapki i kuchenny blat, bo nie dorobiłam się jeszcze stolnicy, przepraszam :)
Zacznijmy od tego, że z kawałka ciasta należy oderwać kulkę wielkości orzecha włoskiego i rozwałkować na okrągły placek. Placuszek przekroić nożem na pół i posmarować jego brzegi wodą.

Dalsze brzegi zawinąć i dokładnie skleić, aby powstał rożek.

Rożek odwrócić, do środka nałożyć łyżeczką nadzienie.

Brzegi założyć na zakładkę...

...i skleić, formując pozostałe dwa rogi pierożka.

Teraz pozostaje tylko wrzucić samosy na gorący olej i usmażyć za złoto, ok. 2-3 minuty z każdej strony. Usmażone pierożki osączyć z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku.

Samosy można też upiec w piekarniku, ale przyznam szczerze, że nie próbowałam. Jestem wierna tradycyjnej, niezdrowej wersji, niestety :)

Z czym podawać samosy? Doskonale komponuje się z nimi raita z poprzedniego wpisu, albo chutney z mango, czy tamaryndowca. A jeśli nie ma pod ręką nic pasującego? Samosy znikną tak czy siak. Są na tyle smaczne, że nie potrzebują towarzystwa :)

8 komentarzy:

  1. to ja spróbuje w piekarniku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się, że z piekarnika będą za suche. Z uwagi na nadzienie o "gipsowej" konsystencji, chyba lepiej robi im kąpiel w tłuszczu. Choć raita zawsze jest obecna, jako popychacz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super wyglądają i na pewno super smakują - takie własnej roboty - jadłam je, ale takiej produkcji barowej - tamte smakowały dobrze tylko na ciepło. Te, jak się spodziewam również ostygnięte są znakomite. Jeśli doczekają.;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tasiu - Vilk może mieć rację - ciasto jest dość zbite i suche, na pewno trzeba je będzie czymś posmarować przed włożeniem do piekarnika. Widziałam też inne przepisy na ciasto, z dodatkiem jogurtu czy masła, zapewne będą bardziej odpowiednie do upieczenia :)
    Lekka - no właśnie to jest największy problem. Nie zawsze jest szansa ocenić, jak smakują na zimno :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zrobiłam:D i szczerze polecam, bo są pyszne według tego przepisu. Aż się uśmiechnęłam pod wpływem wspomnień jak je zjadłam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, dziękuję bardzo :) Cieszy mnie to tym bardziej, że Wy oboje to "starzy wyjadacze" i to w znaczeniu jak najbardziej dosłownym :D Jeśli choć odrobinę te moje samosy przypomniały Ci prawdziwe indyjskie, to cel został osiągnięty, a mnie się bardzo paszcza uśmiecha :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też robiłam te samoski, i to nie raz. Wychodzą super :) Będę je robiła w niedzielę, bo goście przychodzą :)
    I szczerze mówiąc, samosy wg tego przepisu wychodzą lepsze niż, w niektórych restauracjach. Mniam i palce lizać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gabi, dziękuję bardzo :) Ja też robię je głównie dla gości i nieskromnie uważam, że takie domowe są o niebo lepsze niż "restauracyjne". Te z restauracji są albo zbyt ostre, albo zbyt rozmamlane w środku, albo za tłuste ;) Robione w domu nie mają takich wad i zawsze znikają z talerza :D

    OdpowiedzUsuń