środa, 20 października 2010

Ojców jesienią

Usłyszałam niedawno taką historyjkę: moja ciocia będąc w ciąży poczuła pewnego razu przemożną chęć udania się do lasu na spacer. Kobietom ciężarnym chce się różnych rzeczy i nieważne czy jest to śledź, kiszony ogórek czy truskawki, z reguły te zachcianki się spełnia. Nie byłoby więc nic dziwnego w tym, że na wspomniany spacer do lasu ciocia się wybrała, gdyby nie fakt, że był to środek zimy, śniegu po pas, a ona była w siódmym miesiącu ciąży. Nie powstrzymało to jednak przyszłej mamy od zwiedzania Ojcowa :)

Mając w pamięci magiczną siłę przyciągania ojcowskich lasów postanowiłam resztki urlopu spędzić na szlaku turystycznym i odwiedzić co ciekawsze miejsca. Nie bacząc na pogodę, która straszyła deszczem i chłodem, ruszyliśmy wariacko wytyczoną trasą - prosto z busa przez Czajowice aż do Groty Łokietka. Potem niebieskim szlakiem przez Bramę Krakowską.

Dalej ścieżką wzdłuż Prądnika, podziwiając las w jesiennej odsłonie. Tu powoli zaczęłam odczuwać w nogach przemierzone kilometry :)

Zawitaliśmy też na Zamek, gdzie poza ziewającym sprzedawcą biletów nie było nikogo. Dzięki temu w spokoju mogliśmy wszystko dokładnie obejrzeć.

Dotarliśmy też do kapliczki na wodzie, przy której stwierdziłam, że z całą pewnością bolą mnie nogi :)

Dzielnie szliśmy jednak dalej i dotarliśmy bodajże do Grodziska, skąd zabrał nas akurat przejeżdżający tamtędy bus. Po przejściu prawie 10 km z radością daliśmy się zawieźć do Krakowa :)

Wypad uważam za bardzo udany. Konkluzje z wycieczki wysnułam następujące:
  • Doskonale rozumiem ciocię. Ojców wygląda malowniczo o każdej porze roku.
  • Stanowczo powinnam częściej wypuszczać się na piesze wycieczki. Byłoby to z pewnością zbawienne dla mojej kondycji.
  • Tubylcy to bardzo zaradni ludzie. Potrafią sterczeć w środku lasu przy niesprzyjającej aurze i sprzedawać coś na kształt pamiątek z kramików przykrytych folią.
  • Nie trawię młodzieży w wieku szkolnym. Wspólne zwiedzanie jaskini byłam w stanie przeżyć, ale marsz przez las wśród krzyków i gwizdów już nie bardzo. Czarę goryczy przepełnił jakiś młodzian z wielkim drewnianym toporem, zakupionym u wspomnianych tubylców. Wymachując owym narzędziem zakomunikował kolegom: "Ale se tym zrobię w chałpie chaosa". Młodzież była z Poronina.

2 komentarze:

  1. Ojców rzeczywiście jest cudny, najbardziej chyba jesienią i wiosną :)

    P.S a gdzie talerz ??

    OdpowiedzUsuń
  2. Talerz niebawem. Dziś wrzucę tylko toaletkę z odzysku :)

    OdpowiedzUsuń